Dramat Narodowca – jego syn jest gejem

żurnalista

Od kiedy pamięta najmądrzejszy i najładniejszy na swojej ulicy. W wieku 5 lat otrzymał od rodziców kolorowe kredy z osiedlowego sklepu papierniczego. Zrozumiał wtedy swoją misję. Ludzie muszą go szanować, ale muszę to robić za coś – pomyślał. Ruszył z kredami na ulicę. Malował, pisał i upiększał okolicę rysunkami. Na Today.pl zamierza to robić swoimi tekstami.

 5 min. czytania
 16
 1327
 11 stycznia 2016
Facebook Patriotyzm
Jednym zdaniem: Najciemniej pod latarnią i jak się okazuje – wśród Narodowców.

Dwudziestodwuletni Adam już od kiedy trafił do gimnazjum, miał pełne przekonanie o byciu homoseksualistą. Nie zdradzał jednak nikomu swojej orientacji, uważał że coming-out niczego w jego życiu nie ułatwi, a wyłącznie wszystko skomplikuje. W pewnym momencie nie wytrzymał milczenia. Zaprosił rodziców do salonu i dwoma słowami: „Jestem gejem” zburzył cały ład „normalnej katolickiej heteroseksualnej polskiej rodziny”.

Adam miał 19 lat, gdy go poznałem w łódzkim pubie „Łódź Kaliska”. Okazało się, że był jednym ze znajomych mojego przyjaciela ze studiów. Oczywiście nie miałem pojęcia – w momencie, gdy poznawaliśmy się – jakiej jest orientacji. Nikt w końcu się nie przedstawia „Siema. Jestem Adam i jestem gejem”.

To był jeden z tych wieczorów, dzięki którym byli studenci kolorowo wspominają okres dorosłej edukacji. Piwo lało się strumieniami, głośna muzyka dodawała energii do dalszej zabawy, a kolejni nowi znajomi przysiadywali się do stolika.

Jednym z tych nowych znajomych był Adam, uczeń ostatniej klasy liceum, wybierający się za kilka miesięcy na wydział aktorski Państwowej Wyższej Szkoły Filmowej i Teatralnej.

Po alkoholu

Rozmowa po alkoholu – zgodnie z badaniami naukowców publikujących artykuły w magazynie Science – posiada cenny walor wyzwalający wewnętrzne lęki. Za sprawą alkoholu gotowi jesteśmy do wyjawienia najskrytszych tajemnic – tych, których nigdy byśmy nie zdradzili, będąc w stanie trzeźwości.

Adam od chwili, gdy przysiadł się do stolika, sprawiał wrażenie mocno podpitego. Mętne oczy błądziły po otaczającym nas parkiecie, głowa chwilami bezwolnie opadała, a noga tupała do zupełnie innej melodii niż ta wydobywająca się z głośników.

– Jestem kurwą! – krzyknął w pewnej chwili Adam, przerywając ciszę przy stoliku.

– Wiem – odkrzyknąłem.

– Co powiedziałeś, chuju? - zareagował trzeźwiejszym głosem Adam.

– Powiedziałem Wie-tnam! Nazwa piosenki, co teraz leci. Nie słyszysz?

– Aaa, no tak, sorry – odpowiedział Adam, po czym założył ręce na stolik i położył na nich głowę.

Z każdą minutą w klubie robiło się bardziej pusto. Dochodziła godzina 3. O tej porze większość osób przenosi się z imprezą do najbliższego Kebab Kinga. Ja postanowiłem – patrząc na komplet ludzi przy stoliku – zamówić jeszcze jedno piwo. Podczas jego zamawiania, na kanapie rozbudził się Adam, zaspanym wzrokiem zauważył odchodzącą od naszego stolika kelnerkę, po czym zawołał: „Ej! Dla mnie też jednego Żywca”.

Bez ojca

Jedno piwo tamtej nocy zamieniło się w kilka kolejnych, a nawet na alkoholu się nie skończyło. Adam, rozbudzony zimnym piwem, sięgnął do bluzy, w której miał schowaną lufkę z nabitym ziołem. Po krótkiej chwili męczenia się z zapalniczką obaj – na przemian – zaciągaliśmy się tzw. dopalaczem szczęścia.

Zaczęliśmy chaotycznie rozmawiać – gdyby ktoś nas z boku podsłuchał, z pewnością zauważyłby podobieństwo między nami a Pawłem Kukizem – całkowity chaos. Mówiliśmy o wszystkim: o szkole teatralnej (wówczas studiowałem aktorstwo), o piłce nożnej, polityce oraz kobietach. Jednak przy każdym poruszeniu tego ostatniego wątku, odbijałem się jak od ściany – Adama zupełnie nie interesował temat kobiet. W pewnym momencie nawet przerwał moją ekscytację nad dziewczyną tańczącą dwa metry od naszego stolika: „Wiesz... ja jestem gejem i w dupie mam te laski, co tutaj tańczą. Widzisz tego bruneta w rogu? Wolę go od tej blondyny”. Przez chwilę zabrakło mi słów. Moja mina przypominała twarz Bronisława Komorowskiego, który w czasie debaty z Andrzejem Dudą otrzymał od niego chorągiewkę Platformy Obywatelskiej. Zaniemówiłem. Adam natomiast zaczął coraz chętniej opowiadać, mówił więcej i więcej.

– Nigdy mnie nie obchodziło co mówią o mnie inni, ale – kurde – nie przyznawałem się, że jestem gejem, miałbym zwyczajnie przejebane – śmiał się Adam. – Najgorsze jednak nie było to, co może wydarzyć się w szkole po moim coming-outcie, tylko w domu! Ojciec udzielał się w grupach różnego rodzaju Narodowców i chyba z tysiąc razy w życiu wykrzyczał: „Dziś homoseksualiści, jutro pedofile!”.

Nie wiedziałem, jak się miałem zachować i co odpowiedzieć Adamowi. Być może byłem na tyle pijany, że było mi wszystko jedno, co będzie dalej mówił koleś, którego poznałem przed niecałą godziną.

– Raz poszedłem ze starym nawet na marsz Narodowców. Czaisz? Byłem gejem, a dookoła mnie setka ludzi pokrzykująca „Stop pedałowaniu!”. Mój ojciec niósł jakąś flagę, nawet nie pamiętam, co na niej było, a ja ze spuszczoną głową szedłem i czułem się jak jakiś – kurwa – hochsztapler – wybuchł śmiechem Adam.

Moja świadomość polityczna była znikoma. Kojarzyłem Narodowców z Młodzieżą Wszechpolską; nacjonalistami w kominiarkach, którzy znają jedną zwrotkę hymnu, a jakby ich zapytać: „Dlaczego Dąbrowski miał wracać z ziemi włoskiej do Polski?” – szybciej by się zesrali, niż udzielili prawidłowej odpowiedzi. Historia Adama zaczęła mnie coraz bardziej ciekawić – czekałem, aż zacznie opowiadać o swoim ojcu, w jaki sposób zareagował na jego bycie gejem.

– Pod koniec gimnazjum poznałem w necie fajnego chłopaka. Był cztery lata starszy ode mnie. Spotkaliśmy się w realu i było naprawdę zajebiście. Nalegał jednak, żeby nie było między nami żadnych gierek i ukrywania się po kątach. Więc stwierdziłem, że muszę powiedzieć starym o wszystkim. Jak wrócili pewnego dnia z roboty – po południu – zawołałem ich do salonu no i... tak zrobiłem.

Nie rozumiałem spokoju z jakim Adam opowiadał tę historię, zniecierpliwiony zadałem pytanie: „No ale co na to Twój stary? Przecież nie mogłeś mu tego od tak sobie powiedzieć, a później wspólnie pójść do kuchni i zjeść pomidorową!”.

– Stary do dzisiaj się do mnie nie odzywa. Powiedział, że jestem „pierdolonym chaosem w jego uporządkowanym życiu” i żebym wrócił do domu, jak się wyleczę. Już trzy lata wynajmuję kawalerkę – niedaleko stąd – na Kościuszki. Matka czasem wpadnie odwiedzić, zapyta, co tam u mnie słychać i tyle. Jak widać, radzę sobie: mam na alkohol, pracuję w Czekoladzie, jestem samodzielny. Najlepsze w tej historii jest to, że ojciec wypisał się z członkostwa w – chyba tej – Młodzieży Wszechpolskiej – śmieje się Adam. – Matka mówi, że przeze mnie.

Udostępnij na  (1327)Zobacz komentarze (16)